sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 1 - czekolada lekiem na zło czyli jak wyhaczyć najlepszych przystojniaków w mieście

*Perspektywa Irm*
Wybiła właśnie północ. Poczułam głód silniejszy niż cokolwiek na świecie. Silniejszy niż ma samotność na tej planecie. Ciągły temat wspaniałych wierszy. Musiałam zjeść chociaż kostkę czekolady. Wyskoczyłam przez okno by nie budzić taty i jego żony. Miękka trawa łaskotała mnie w nagie stopy. Poprawiłam grzywkę. Idąc gwarnym centrum miasta. Wsłuchiwałam się w stukot  moich 10 centymetrowych  obcasów na chodniku.  Ujrzałam szyld sklepu z czekoladą i poprawiłam grzywkę. Jak zwykle o ósmej sklep otwierano. Przed drzwiami już czekała dziewczyna o soczyście różowych włosach. Zauważyła mnie i obdarzyła uśmiechem, a ja poprawiłam grzywkę.
-Droga czekolado tyś na wszystko radą.-powiedziała nieznajoma
Od razu ją polubiłam i wiedziałam, że będziemy ze sobą związane na całą wieczność.
-Jestem Irmina ale mów mi Irm. Mnie też czekolada inspiruje do tworzenia poezji.
- Miło mi jestem Ava. Niedawno  tu przeprowadziłam się  z Portugalii.
-Ach! Wspaniale czuję, że nie będę już wreszcie samotna. Mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółkami.
-Na pewno. I to najlepszymi.-pokiwała twierdząco głową Ava wchodząc dopiero do otwieranego sklepu.
 Ja stałam w miejscu i poprawiłam grzywkę, by potem ruszyć za niebieskooką.
 Obie kupiłyśmy sobie naszą ulubioną białą czekoladę z rodzynkami.
 Przeszłyśmy się razem do parku jedząc czekoladę i rozmawiając o muzyce.
Byłyśmy w parku przez 3 godziny gdy postanowiłam zaprosić Ave do domu.  Do mojego domu było tylko 10 minut spacerkiem. Mimo tak krótkiego czasu bardzo się do siebie przywiązałyśmy. Wchodząc do mojego domu ujrzałam Matta i jego wredną dziewczynę, która zatrzasnęła się ostatnio w solarium, a imię jej brzmiało Elwira.
-To twój brat?-zapytała Ava.
- Nie do końca.-powiedziałam rumieniąc się.- Yyyy....To syn mojej macochy.
-Aha...Fajnie. Ava jestem.-powiedziała różowo-włosa podając rękę na przywitanie.
-Miło mi. Matt-odpowiedział lekko się rumieniąc.
Obserwowałam tą całą sytuacje, poprawiając grzywkę.
**** Dwa tygodnie później***
Moje szczęście byłoby jak krystaliczna tafla spokojnego jeziora, gdyby nie fakt iż Ava i Matt nie zaczęli się spotykać. Nie powiedziałam im o tym, ale byłam bardzo zazdrosna.
Pewnego dnia, gdy siedziałam na parapecie popijając kakao, jak na prawdziwą fankę Biebera przystało, i poprawiając grzywkę.
Ava przyszła do mnie i powiedziała podekscytowanym głosem:
-Mam bilety na festiwal muzyki pop zagra Justin Bieber i 1D.
Zapiszczałyśmy z radości i przytuliłyśmy się.
*3 dni później, godzina 10, Perspektywa Avy*
 Właśnie szykowałam się na kolejne wyjście z Mattem. Był on dość miły i przystojny. Nauczył się nawet dla mnie mówić trochę po portugalsku.
Miał on tylko jedną wadę. Chodził z tą blacharą. Nienawidziłam jej. Była tępa jak plastikowa łyżka  z Polo. Nienawidziłyśmy jej razem z Irm. Gdy zakładałam moją czarną bluzę zadzwonił mój telefon:
-Czekam na Ciebie przed domem.
-To wejdź. Rodziców nie ma.-powiedziałam .
-Okey.
Gdy skończyłam się szykować wyszliśmy na spacer. Chwile porozmawialiśmy na różne tematy:
-Lubicie się z Irm?
-Jasne. Niby nie jest moją siostrą ale bardzo ją lubię. Znam od dziecka i traktuje jak dobrą przyjaciółkę.
-To chyba fajnie? A co z Elwirą?
- Nic, a co ma być?
-No sama nie wiem.
-Mieliśmy nie poruszać tego  tematu. Przecież wiesz, że z mojej strony spotkania z tobą to nic zobowiązującego.
-Wiem....
-No właśnie. Cieszę się, że to szanujesz.
-Matt?-zapytałam się.
-Co tam?-objął mnie ramieniem.
-Co ty do cholery ode mnie chcesz?-zapytałam.-Przychodzisz do mnie, chodzimy na spacery, a ty nic do mnie nie czujesz.
-A ty coś do mnie czujesz?-zapytał się patrząc mi w oczy.
-No nie wiem. Niby nic wielkiego ale jednak mi się podobasz i coś tam do \
Ciebie czuję.-odpowiedziałam.
Nic nie odpowiedział na co ja tylko wróciłam do domu.  Usłyszałam, że Matt mnie woła.
Złapał mnie w pasie i powiedział:
-Przemyśle to co mówiłaś.-pocałował mnie w policzek i odszedł.
Wróciłam zaskoczona do domu. Przebrałam się na koncert i poszłam do Irm. Którą ostatnimi czasy zaniedbywałam.
***Na koncercie***
Ujrzałam Irm, jak zawsze od ostatnich kilku dni była smutna, ale gdy mnie zobaczyła zdobyła się na wymuszony uśmiech.
-To jak? Idziemy?-spytała.
-Tak. – odparła.
Pierwszy raz od tego czasu była naprawdę szczęśliwa. Koncert był świetny. Gdy 1D śpiewali łzy same leciały mi z oczu. Justin jak zwykle poruszył mnie inteligencją i wieloznacznością przesłania w swoich utworach.
Po wszystkim miał odebrać nas Matt. Byłam zdenerwowana, ale i podekscytowana tym, że go zobaczę i dowiem się o jego decyzji.
-Cześć. – próbowałam powiedzieć , ale głos odmówił mi posłuszeństwa.
On nic nie powiedział, lecz tylko objął mocno i pocałował tak, jak nikt nigdy przedtem.
-Z Elwirą koniec, już na zawsze. – szepnął mi prosto do ucha.
Nagle opamiętałam się:
-Gdzie jest Irm?!- zawołałam.
Spędziliśmy okropne 4 godziny na poszukiwaniach, nigdzie jej nie było. Ani na hali koncertowej, ani  w sklepie z czekoladą, ani w naszym ukochanym parku. Wiedzieliśmy, że policja nie przyjmie jeszcze zgłoszenia o zaginięciu. Pomyśleliśmy, żeby zaangażować ojca Irm w poszukiwania.
Matt zapomniał kluczy do domu, więc zadzwonił dzwonkiem. Ku naszemu zaskoczeniu Irm otworzyła drzwi. Była dużop weselsza niż ostatnio, ale jakaś dziwna, miała na sobie sweter z golfem, choć był środek lata.
-Gdzie byłaś? – zapyatłam ze złością.
-Martwiloiśmy się o ciebie.
-Taaa, ty na pewno… - odgryzła się Irm i zniknęła w mroku mieszkania.
-Irm! Pogadajmy. Co się z tobą dzieję?-zapytał Matt.
-Nic. Po prostu stwierdziłam, że nie będę wam przeszkadzać…
-Niby w czym? Do cholery?-zapytał Matt.
-Nie udawaj głupszego niż jesteś. To przecież widać, że jesteście razem. Ja nie chciałam wam przeszkadzać.-poprawiła grzywkę.
-Ale ty nam w niczym nie przeszkadzać. Przecież my nic takiego nie robimy!-powiedziałam i moje brązowe oczy zaszły łzami.
-No jejku! Nie chciałam się po prostu narzucać. Chciałam, żebyście mieli spokój. To tak źle?-pytała się nas Irm.
-Nie…-odpowiedzieliśmy na raz z Mattem.
-No to nasza rozmowa jest zakończona.-powiedziała i weszła do swojego pokoju trzaskając drzwiami.
-Okey…. To było dziwne. To ja może pójdę już do siebie…-odpowiedziałam wychodząc.
-Podwieźć Cię?-zapytał.
-Nie. Dzięki.
-Czemu, nie? Podziękujesz jak Cię odwiozę.
-Matt… Muszę się przejść. Ok.?
-Dobrze. Dobranoc.-powiedziałam i wyszłam z domu mojej przyjaciółki i chłopaka.



1 komentarz:

  1. Przepraszam za SPAM

    Naiwność jedna z potencjalnych chorób cywilizacyjnych. Ludzie robią wszystko by być w centrum uwagi, by być docenianym, często narażając się na szyderstwa, podobnie zrobiła Łucja, którą życie wystawia na kolejną próbę. Tym razem na swojej drodze spotkała Jego - młodego, obiecującego przyjmującego Skry. Co z tego wyniknie? Zapraszam serdecznie na PROLOG nowej historii.

    heroicznanaiwnosc.blogspot.com

    Pozdrawiam Annie

    OdpowiedzUsuń