*Perspektywa Irm*
Wybiła właśnie północ. Poczułam głód silniejszy niż
cokolwiek na świecie. Silniejszy niż ma samotność na tej planecie. Ciągły temat
wspaniałych wierszy. Musiałam zjeść chociaż kostkę czekolady. Wyskoczyłam przez
okno by nie budzić taty i jego żony. Miękka trawa łaskotała mnie w nagie stopy.
Poprawiłam grzywkę. Idąc gwarnym centrum miasta. Wsłuchiwałam się w stukot moich 10 centymetrowych obcasów na chodniku. Ujrzałam szyld sklepu z czekoladą i
poprawiłam grzywkę. Jak zwykle o ósmej sklep otwierano. Przed drzwiami już
czekała dziewczyna o soczyście różowych włosach. Zauważyła mnie i obdarzyła
uśmiechem, a ja poprawiłam grzywkę.
-Droga czekolado tyś na wszystko radą.-powiedziała
nieznajoma
Od razu ją polubiłam i wiedziałam, że będziemy ze sobą
związane na całą wieczność.
-Jestem Irmina ale mów mi Irm. Mnie też czekolada inspiruje
do tworzenia poezji.
- Miło mi jestem Ava. Niedawno tu przeprowadziłam się z Portugalii.
-Ach! Wspaniale czuję, że nie będę już wreszcie samotna. Mam
nadzieję, że zostaniemy przyjaciółkami.
-Na pewno. I to najlepszymi.-pokiwała twierdząco głową Ava
wchodząc dopiero do otwieranego sklepu.
Ja stałam w miejscu i
poprawiłam grzywkę, by potem ruszyć za niebieskooką.
Obie kupiłyśmy sobie
naszą ulubioną białą czekoladę z rodzynkami.
Przeszłyśmy się razem
do parku jedząc czekoladę i rozmawiając o muzyce.
Byłyśmy w parku przez 3 godziny gdy postanowiłam zaprosić
Ave do domu. Do mojego domu było tylko
10 minut spacerkiem. Mimo tak krótkiego czasu bardzo się do siebie przywiązałyśmy.
Wchodząc do mojego domu ujrzałam Matta i jego wredną dziewczynę, która
zatrzasnęła się ostatnio w solarium, a imię jej brzmiało Elwira.
-To twój brat?-zapytała Ava.
- Nie do końca.-powiedziałam rumieniąc się.- Yyyy....To syn
mojej macochy.
-Aha...Fajnie. Ava jestem.-powiedziała różowo-włosa podając
rękę na przywitanie.
-Miło mi. Matt-odpowiedział lekko się rumieniąc.
Obserwowałam tą całą sytuacje, poprawiając grzywkę.
**** Dwa tygodnie później***
Moje szczęście byłoby jak krystaliczna tafla spokojnego
jeziora, gdyby nie fakt iż Ava i Matt nie zaczęli się spotykać. Nie
powiedziałam im o tym, ale byłam bardzo zazdrosna.
Pewnego dnia, gdy siedziałam na parapecie popijając kakao,
jak na prawdziwą fankę Biebera przystało, i poprawiając grzywkę.
Ava przyszła do mnie i powiedziała podekscytowanym głosem:
-Mam bilety na festiwal muzyki pop zagra Justin Bieber i 1D.
Zapiszczałyśmy z radości i przytuliłyśmy się.
*3 dni później, godzina 10, Perspektywa Avy*
Właśnie szykowałam
się na kolejne wyjście z Mattem. Był on dość miły i przystojny. Nauczył się
nawet dla mnie mówić trochę po portugalsku.
Miał on tylko jedną wadę. Chodził z tą blacharą.
Nienawidziłam jej. Była tępa jak plastikowa łyżka z Polo. Nienawidziłyśmy jej razem z Irm. Gdy
zakładałam moją czarną bluzę zadzwonił mój telefon:
-Czekam na Ciebie przed domem.
-To wejdź. Rodziców nie ma.-powiedziałam .
-Okey.
Gdy skończyłam się szykować wyszliśmy na spacer. Chwile
porozmawialiśmy na różne tematy:
-Lubicie się z Irm?
-Jasne. Niby nie jest moją siostrą ale bardzo ją lubię. Znam
od dziecka i traktuje jak dobrą przyjaciółkę.
-To chyba fajnie? A co z Elwirą?
- Nic, a co ma być?
-No sama nie wiem.
-Mieliśmy nie poruszać tego
tematu. Przecież wiesz, że z mojej strony spotkania z tobą to nic
zobowiązującego.
-Wiem....
-No właśnie. Cieszę się, że to szanujesz.
-Matt?-zapytałam się.
-Co tam?-objął mnie ramieniem.
-Co ty do cholery ode mnie chcesz?-zapytałam.-Przychodzisz
do mnie, chodzimy na spacery, a ty nic do mnie nie czujesz.
-A ty coś do mnie czujesz?-zapytał się patrząc mi w oczy.
-No nie wiem. Niby nic wielkiego ale jednak mi się podobasz
i coś tam do \
Ciebie czuję.-odpowiedziałam.
Nic nie odpowiedział na co ja tylko wróciłam do domu. Usłyszałam, że Matt mnie woła.
Złapał mnie w pasie i powiedział:
-Przemyśle to co mówiłaś.-pocałował mnie w policzek i
odszedł.
Wróciłam zaskoczona do domu. Przebrałam się na koncert i
poszłam do Irm. Którą ostatnimi czasy zaniedbywałam.
***Na koncercie***
Ujrzałam Irm, jak zawsze od ostatnich kilku dni była smutna,
ale gdy mnie zobaczyła zdobyła się na wymuszony uśmiech.
-To jak? Idziemy?-spytała.
-Tak. – odparła.
Pierwszy raz od tego czasu była naprawdę szczęśliwa. Koncert
był świetny. Gdy 1D śpiewali łzy same leciały mi z oczu. Justin jak zwykle
poruszył mnie inteligencją i wieloznacznością przesłania w swoich utworach.
Po wszystkim miał odebrać nas Matt. Byłam zdenerwowana, ale
i podekscytowana tym, że go zobaczę i dowiem się o jego decyzji.
-Cześć. – próbowałam powiedzieć , ale głos odmówił mi
posłuszeństwa.
On nic nie powiedział, lecz tylko objął mocno i pocałował
tak, jak nikt nigdy przedtem.
-Z Elwirą koniec, już na zawsze. – szepnął mi prosto do
ucha.
Nagle opamiętałam się:
-Gdzie jest Irm?!- zawołałam.
Spędziliśmy okropne 4 godziny na poszukiwaniach, nigdzie jej
nie było. Ani na hali koncertowej, ani w
sklepie z czekoladą, ani w naszym ukochanym parku. Wiedzieliśmy, że policja nie
przyjmie jeszcze zgłoszenia o zaginięciu. Pomyśleliśmy, żeby zaangażować ojca
Irm w poszukiwania.
Matt zapomniał kluczy do domu, więc zadzwonił dzwonkiem. Ku
naszemu zaskoczeniu Irm otworzyła drzwi. Była dużop weselsza niż ostatnio, ale
jakaś dziwna, miała na sobie sweter z golfem, choć był środek lata.
-Gdzie byłaś? – zapyatłam ze złością.
-Martwiloiśmy się o ciebie.
-Taaa, ty na pewno… - odgryzła się Irm i zniknęła w mroku
mieszkania.
-Irm! Pogadajmy. Co się z tobą dzieję?-zapytał Matt.
-Nic. Po prostu stwierdziłam, że nie będę wam przeszkadzać…
-Niby w czym? Do cholery?-zapytał Matt.
-Nie udawaj głupszego niż jesteś. To przecież widać, że
jesteście razem. Ja nie chciałam wam przeszkadzać.-poprawiła grzywkę.
-Ale ty nam w niczym nie przeszkadzać. Przecież my nic
takiego nie robimy!-powiedziałam i moje brązowe oczy zaszły łzami.
-No jejku! Nie chciałam się po prostu narzucać. Chciałam,
żebyście mieli spokój. To tak źle?-pytała się nas Irm.
-Nie…-odpowiedzieliśmy na raz z Mattem.
-No to nasza rozmowa jest zakończona.-powiedziała i weszła
do swojego pokoju trzaskając drzwiami.
-Okey…. To było dziwne. To ja może pójdę już do
siebie…-odpowiedziałam wychodząc.
-Podwieźć Cię?-zapytał.
-Nie. Dzięki.
-Czemu, nie? Podziękujesz jak Cię odwiozę.
-Matt… Muszę się przejść. Ok.?
-Dobrze. Dobranoc.-powiedziałam i wyszłam z domu mojej
przyjaciółki i chłopaka.
Przepraszam za SPAM
OdpowiedzUsuńNaiwność jedna z potencjalnych chorób cywilizacyjnych. Ludzie robią wszystko by być w centrum uwagi, by być docenianym, często narażając się na szyderstwa, podobnie zrobiła Łucja, którą życie wystawia na kolejną próbę. Tym razem na swojej drodze spotkała Jego - młodego, obiecującego przyjmującego Skry. Co z tego wyniknie? Zapraszam serdecznie na PROLOG nowej historii.
heroicznanaiwnosc.blogspot.com
Pozdrawiam Annie